Madonna z Paczółtowic

Matka Boska z Paczółtwoic, 1460-1470, Paczółtowice
Matka Boska z Paczółtwoic, 1460-1470, Paczółtowice
Kilka dni temu dostałam maila z działu promocji Muzeum Narodowego w Krakowie. Dotyczył prezentowanej jeszcze przez kilka dni w krakowskim Europeum Madonny z Paczółtowic. Jako historyk sztuki powinnam być chłodna w podejściu do dzieł sztuki. Zadatować, odnaleźć analogie, zakatalogować w myślach. Bywają jednak takie obrazy, które cicho i spokojnie, jak bluszcz wypuszczają wici, które powoli splątują wszystkie moje myśli. Przeczytałam wiadomość i szybko wróciłam do XXI wieku. Ale ten obraz z XV nie pozwolił o sobie zapomnieć.

Ja swoje, a arcydzieło swoje. Zaczęło rozpychać się w mojej głowie. Koić i niepokoić równocześnie. Prowokować. Przyciągać.

Tak aby zmusić mnie do porzucenia pospieszności i powierzchowności, do której zmusza nas świat. Na rzecz chwili skupienia. Pochylenia się nad detalem. Chłonięcia, centymetr po centymetrze, tej naiwnej malarskiej wizji, w której świat w przeciwieństwie do naszego jest tak uporządkowany.

Jak magnes przyciągał ten obraz moje myśli. Chciałam wiedzieć, gdzie leżą Paczółtowice. Na ile erozyjne ruchy ziemi pogięły tamtejszy jurajski pejzaż? Jak cudownie byłoby zajrzeć do tego drewnianego kościoła, gdzie pewnie w ciszy i ciemności tylko złocenia z obrazu by błyszczały, roztaczając wokół Madonny złotą ognistą tarczę.

Hortus conclusus, ten ogród zamknięty, w którym anonimowy malarz przedstawił Madonnę jest bardzo umowny. Zorganizował go według rygorystycznego porządku, w którym kolejne rzędy pni unoszą wspólną, zieloną koronę. A ta ustawiona jest jak odwrócony ryngraf. Roślinna tarcza, odrobinę jak z tej pory roku, bo niektóre liście zaczynają się złocić.

Madonna ubrana jest w zdobne adamaszki, które gną się u jej stóp. Dzieciątko trzyma jak w lustrzanym odbiciu, z innej strony niż większość znanych Madonn. Dłonią przytrzymuje także połę płaszcza.
Dzieciątko, rumiane i dorodne mogłoby być po prostu „dzieciątkiem” z małej litery, zwykłym niemowlakiem, który chwyta za kamyk zdobiący suknię. Jak wszystkie niemowlaki tego świata, chętnie chwyta tego, co błyszczy.

Madonna – doskonale obojętna. Nieskończenie łagodna. Nieporuszona. Czy piękna? Nie wiem.
Jej policzki są zaróżowione. Na wysokim czole –korona. Zdobność zdobnością, ale te szlachetne kamienie muszą swoje ważyć. Tymczasem ten ciężar jest tylko umowny. Korona jest przypisana do sfery poza Madonną. Wklejona jak kolaż w złote tło. Anonimowy malarz umocował ją na złotej aureoli, tak by nie odciążać Marii.

W ogóle nie ma w tym obrazie grawitacji. Świat tu nie ciąży. Nie ciąży suknia, płaszcz, ani dorodne Dzieciątko, ujęte gestem tak lekkim, tak odrealnionym.

I jeszcze na dole obrazu, ten leśny, kwietno-owocowy urodzaj. Barwne punkciki równoważą bogactwo ze strojów. Runo leśne zarasta pustkę. Jak w dżungli amazońskiej, roślinna ściółka rozlewa się gąszczem, realizując postulat horror vacui.

Madonna stoi na sierpie księżyca, jak na łodzi, zawieszona nad kawałkiem ziemi, wśród leśnej obfitości. W raju, arkadii, pełnej ziół, jagód, poziomek. Ten świat roślinnej bujności równoważy mnogość błyszczących kamieni z lamówek płaszcza. Obfitość i płodność ziemi, strojność i splendor Marii.

Ziemia i niebo, tu zespolone są rąbkiem księżyca.

Przyznaję, nie znałam tego obrazu wcześniej. Być może widziałam go kiedyś przelotnie. Ale spotkanie z dziełem potrzebuje dobrego czasu.

Tak działa na mnie sztuka. Najpierw lekko uszczypnie, a potem błogo rozleje się po ciele, jak znieczulenie.
Objawiając piękno szczególnie wobec brzydoty świata.


Madonna z Paczółtowic
cykl Cudowna moc sztuki, do 18 października 2015
Europeum, Muzeum Narodowe w Krakowie
Po wystawie w Krakowie obraz wróci do Paczółtowic.

Justyna Napiórkowska, historyk sztuki i europeista, prowadzi Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej w Warszawie, Poznaniu i Brukseli, autorka "O sztuce", Bloga Roku 2010 w dziedzinie Kultury. W portalu Natemat pisze głównie o sztuce dawnej i sztuce polskiej XX i XXI wieku.
Trwa ładowanie komentarzy...